Jest taki czas, gdy wszystko jest wspaniałe, gdy nie potrzeba nic więcej, gdy radujesz się chwilą, która trwa. Ale ta chwila ma swój burzliwy koniec, koniec najczęściej z kretesem, a wtedy jest tylko coraz gorzej. Na początku wydaje Ci się, że kolejnego ciosu nie przeżyjesz. A po dziesięciu, że już nigdy nie wstaniesz. Myślisz, że ktoś na to patrzy? Dostajesz kolejny raz i jesteś już totalnie zniszczony jako człowiek. No dobrze - życie jest do dupy - to wie każdy, ale czy to wszystko? Nie, to nie mogło by być wszystko. To by było zbyt piękne. Wydaje Ci się, że jesteś rozerwany na części, okrutnie, po kawałeczku. Ale może jest jeszcze coś/ktoś co pozostało w całości. Może i jest. A może i od innych dostaniesz jeszcze bardziej po dupie. Od ludzi, którzy nigdy, przenigdy nie powinni Cię zranić. Od ludzi, którzy powinni Cię kochać takim, jakim jesteś, bez względu na wszystko i wszystkich. Ale nie - tak nie jest. Nie w tym życiu. Płacz nie pomaga. Nie wiesz czy boli Cię dusza, czy kolano, czy po prostu wszystko po trochu. Ból. Marazm. Bo po co mam się uśmiechać? Jakie to prozaiczne. Wydaje Ci się, że już nigdy nie będziesz mógł bezkarnie się uśmiechnąć, że już nigdy nie będziesz szczęśliwy, nie po tym wszystkim. Bo nie zasługujesz na szczęście. Bo wierzysz im - tym, którzy mieszają Cię z błotem, bo już nie potrafisz inaczej. Przecież oni nie mogą się mylić! Depresja? Może i tak, bo chcesz zniknąć, chcesz zakończyć to problemowe życie, aby innym nie przeszkadzać, bo wiesz, że ciągle zawadzasz, a oni jeszcze bardziej to podkreślają. Są gnojami - nie da się ukryć, ale nie możesz nic z tym zrobić. Takie jest to życie. Życie, które ucieka pomiędzy palcami, pomiędzy kolejną nocą, która nie przeraża. Bo teraz boisz się dnia, dnia, który jest do bani. Dnia, w którym otrzymasz kolejny cios. I po raz kolejny obiecujesz sobie, że nie zrobisz tego, że nie wrócisz do czegoś, co kochasz całym sobą, bo z każdą stratą wyniszcza Cię coraz bardziej. Potrafisz rzucić coś co kochasz i co jeszcze nie tak dawno było ogromną, pozytywną cząstką Ciebie? Coś, bez czego każdy dzień jest szary, pusty, wybrakowany, bo nie ma tam tego, co było. Potrafisz? Bo ja chyba nie...
2010-11-21 00:47:24skomentuj (0)
Całe szczęście pryska jak bańka mydlana. Może nie jestem do niego powołana? Kocham Cię i zeszłabym Ci już dawno z oczu, ale... Nie boję się o siebie, że nie przeżyje tego, bo boję się o Ciebie. A może tylko sobie wmawiam? Bo przeraża mnie sytuacja, w której może nie być Ciebie... Ale skoro tak być powinno... Kolejna rana nie zrobi mi krzywdy, może będzie tą ostatnią, a potem już nic. Nie potrafię... Nie mogę... Na pewno jest gdzieś ktoś, kto da Ci to, czego nie potrafię ja. Decyzja należy do Ciebie... Nie męcz się już dłużej ze mną.
2010-07-19 01:01:47skomentuj (0)
Ahh gdyby życie było jak układ cyfrowy ! Jeden pstryk i nie działa wejście sterujące Enable, nie dochodzi co Ciebie nic, pstryk - znów wszystko wiesz, wszystko odczuwasz, wszystko jest ok. A gdy mimo to, coś pójdzie nie tak - włączasz Reset i masz to czyste konto, zero ran, zero wspomnień, po porstu zero... Ale życie takie nie może być. Zawsze jest trudniej. I gdy już w końcu wszystko się ułoży, nagle trach z pięciu stron. Jak w tm wszystkim się połapać ? Jak to wszystko przeżyć ? Skąd czerpać siłę ? Z wiary, nadziei, miłości ? A jeśli jest moment, gdzie rozsądek mówi, że nie można tak dalej, a serce brnie dalej ? Czy to jest ta miłośc ? A może to definicja szeroko rozumianej i rozpowszechnianej toksycznej miłości ? Nie wiem. Powiedziałam - nie jest alfą i omegą, a gdy mam już dość po prostu uciekam. Wcale nie jak drapieżnik, ale po prostu chcę się schować. Uciec przed światem, przed wszystkim i wszystkimi z własną rozpaczą, bezsensem, beznadzieją... Bo tak wiele konsekwencji. Przecież nie zawiodę Ciebie , Ich i chyba siebie. Czas, gdy wszystko staje pod znakiem zapytania. Gdy pytania "co dalej" już mnie zabijają. Pytanie - "Miłość czy Informatyka ?"Czasem mam wrażenie, że nie jestem sobą, żę gdzieś po drodze się zatraciłam. Bo mam wrażenie, że walczę już na kolanach i zaraz i kolana nie dadzą rady. Powoli odbudować wszystko ? Gdy tak wiele obciążeń, ciężko uwierzyć w jutro, ciężko mieć nadzieję. Ale ona gdzieś tam jest. Bo nie jestem sama ?
2010-01-25 23:39:34skomentuj (0)
Zawsze się wydaje - mnie to nigdy nie spotka, nie, to nie możliwe, wszystko będzie dobrze. Tego ostatniego szczególnie nie cierpię. Kolejny dzień przepełniony walką z łzami, walką z samą sobą. Nie potrafię chyba już, a może nie chcę się uśmiechać. Widzę, jak świat ucieka mi za oknem. Co najdziwniejsze ? - Nie obchodzi mnie to. Wielka obojętność, bezsenność. Bo wcale nie będzie lepiej, a gorzej. Chyba nigdy się tak nie czułam. Robić wszystko, tak jak trzeba, byleby tylko nikt nie wnikał. Absolutny plan minimum. I czuję, że nigdy się nie pozbieram... Wredna dla ludzi, drażliwa. Co sie ze mną stało ? Nie chcę, żeby nadeszło jutro, bo w tym jutrze znów nie ma Ciebie... "Razem, a jednak osobno"...
2010-01-14 01:25:39skomentuj (0)